top of page
Search

Psotny Ożóg – Rozdział 5. Labirynt

Jul 7
6 min read

Rozdział 5. Labirynt

 

Musisz tylko przetrwać najgorsze! – westchnęła w duchu Harper, spoglądając w czeluści jaskini.

Poprawiła szelki plecaka i ruszyła przed siebie. Poruszała się ostrożnie, wolniej niż dotychczas. To już nie była ta sama kraina…

Dostrzegła błysk światła.

Przyspieszyła, usiłując ocenić odległość. Usłyszała zgrzyt metalu. Metal starł się z czymś twardym. Mrowie iskier opadło na ziemię jak stado płonących świerszczy. Niewidzialny śmiałek ruszył z mieczem przeciwko istocie odpornej na ciosy ostrza. Jego odwaga dorównywała głupocie. W tym samym momencie jaskinię wypełniło echo wrzasku wściekłego gracza. Dostrzegła na ścianie cień ciała nowicjusza. Coś uniosło go góry i pchnęło poziomo z wielką siłą. Rąbnął o skały, rozsypując się na tysiące lśniących pikseli i tracąc level. Zwierzęcy ryk, choć animowany, zjeżył jej włosy na skórze.

Harper znalazła kryjówkę za skałą, przypominającą stalagmit. Wolała nie myśleć o tym, co znajdowało się na sklepieniu jaskini.

Usłyszała, jak ktoś biegnie w jej kierunku. Gracz potknął się i stęknął ciężko.

– Tu jest bezpiecznie – szepnęła do zdyszanego uciekiniera.

Ledwie dostrzegała zarys jego ciała. Szybko odczytała jego nickname: „Trickster”.

– Masz za mało punktów, żeby wyjść z labiryntu. Poczekaj.

Oddała graczowi dziesięć procent swojej puli.

– Złamałaś zasadę.

– Jeśli wolisz tu zginąć, droga wolna.

– Zaskoczył mnie strażnik jaskini i straciłem broń – odparł chłodno, pozwalając jednak na zrobienie opatrunku.

Uwinęła się z tym szybko i wykonała zadanie bardzo starannie, mimo świadomości, kim był gracz. Poza tym, oddawanie punktów oznaczało zmniejszenie szans na ucieczkę. Znała ryzyko. Zadziała jednak instynktownie.

– Czym walczysz? Pokazuj! – rozkazał zimnym szeptem. Chciał się upewnić, że go nie zaatakuje, gdy tylko stanie na nogi.

Szarpnął za szelkę jej plecaka, z którego wypadło kilka granatów świetlnych, bandaż z wyciągiem z babki lekarskiej, pęczek ziół bylicy spakowany do przezroczystej torby i raca.

– Nic tam nie chowam. To zwykły ekwipunek regeneracyjny.

– Masz mnie za durnia?! Kłamiesz! Nie wierzę, że trafiłaś tu dzięki uzdrawiaczom i wywiadom z ludźmi, jak jęczysz na blogu!

– Powiedziałam prawdę.

– Idiotko, myślisz, że ci uwierzę?

– Nie interesuje mnie to, czy mi uwierzysz. – Coraz trudniej było jej zachować spokój. Najmniejszy błąd będzie ją kosztował życie. Tutaj nikomu nie można ufać, a zwłaszcza rannemu wojownikowi.

– Skoro jesteś taka niewinna, prawdomówna i szczodra – zaczął cynicznym tonem, gdy podnosił się z kamiennej posadzki – to może zrezygnujesz z rundy i oddasz mi punkty, które ci zostały? Pozwolę ci nawet o nie zawalczyć.

Wstała niemal równocześnie z jego awatarem i powoli, lecz stanowczo przestąpiła o krok do tyłu.

– Masz wystarczająco dużo, by zostawić mnie w spokoju i dotrzeć do wyjścia – odparła zimnym tonem.

Trickster sięgnął ręką za siebie. W jego dłoni zmaterializował się potężny sztylet, dostępny tylko klasom łowców i druidów. Możliwe, że posiadał też broń dystansową.

Tak czy owak, już po mnie! – szepnęła w myślach, spoglądając na oręż przeciwnika.

– Nie zamierzam z tobą walczyć.

– Niesławna Harper podda się bez walki? Nie wierzę! Obydwoje wiemy, że coś ukrywasz. No, dalej, dziecinko! Wyjaw swoją tajemnicę!

Obcy zakręcił sztyletem nad głową, uśmiechając się dziko.

Zrobiła jeszcze jeden krok wstecz, nie tracąc z oczu jego prawej dłoni, zaciśniętej na sztylecie. Trzpień rękojeści znaczyły dziwne symbole, przypominające dzieła krasnoludzkich kowali, a głownię zdobiły elfickie runy… Musiał stoczyć co najmniej sto pojedynków, żeby go zdobyć. Lekko licząc! W porównaniu z taką statystyką…

– Na tablicy wyników widnieje twoje imię. – Rywal rozproszył jej myśli. – Jakim cudem, skoro ani razu nie widziałem cię w walce?!

– Pomogłam ci, a teraz odejdź – rzuciła chłodno.

– Jak ominęłaś strażnika jaskini? – odpowiedział pytaniem. Wyczuła zniecierpliwienie w jego głosie.

Zacisnęła usta. Wiedziała, że tego nie może mu wyjawić.

– Przed chwilą miałaś próbkę tego, jak traktuje nowicjuszy, którzy myślą, że jak naoglądali się filmów akcji, będą w stanie przetrwać chociażby jedną rundę. Gadaj albo wyciągnę to z cieb…

W tym samym momencie usłyszeli ogłuszający napór hektolitrów wody i łoskot osypujących się skał. Harper poczuła pod stopami drżenie podłogi.

Trickster zaklął szpetnie, dostrzegłszy, że woda zalewa niższe partie skalnej groty.

Nagle zerwał się z miejsca, zwinął dłoń w pięść i rąbnął z całej siły w jej klatkę piersiową. Opadłszy na posadzkę, wzbił w powietrze masy lodowatej wody, która opadając utworzyła na moment wachlarz, a po sekundzie rozbryzgnęła się z pluskiem na podtopionej posadzce.

Harper uderzyła plecami o ścianę, tracąc ponad połowę punktów, które zostały jej na gridzie. Siła ciosu wypchnęła z plecaka małe przedmioty. Opadły na ziemię niemal równocześnie z jej ciałem i od razu zniknęły pod powierzchnią połyskującej cieczy jak drobne kamienie. Runęła brzuchem do ziemi. Dłonie i stopy przygotowane do upadku niezdarnie rozsunęły się, gdy grzmotnęły o śliskie podłoże. Jej twarz na moment utonęła w zimnych czeluściach.

Wsparła się kolanami i przyklęknąwszy na jednym, podparła się dłońmi o dno. Woda sięgała jej do nadgarstków. Słabły pod wpływem temperatury wody.

Ktoś lub coś naruszyło Źródło krainy.

– Walczysz jak prawdziwy dżentelmen! – warknęła. – Następnym razem użyj oręża Fairlanidów. – Zanurzyła dłoń w lodowatej toni i uniósłszy ją, spokojnie otarła krew z ust. – Okazujesz mi litość, bo powiedziałam, że nie podejmę twojego wyzwania?

Trickster roześmiał się.

 – A zatem znasz się na elfickiej broni? – spytał twierdząco. – Spotykam coraz mniej ludzi, którzy zetknęli się z krasnoludzką krwawicą. – Uniósł dłoń w kierunku miecza i powoli przeciągnął palcami wzdłuż ostrza, ścierając z niego krople aż po kunsztownie zdobiony jelec. – Ale to nie zmienia twojej sytuacji. Osobiście uważam, że nie jesteś zbyt bystra. Twoje opatrunki zadziałały błyskawicznie i dzięki nim łatwiej cię pokonam, niemniej… – zastanowił się przez chwilę, strzykając śliną w drżącą toń – coś tu się nie zgadza. – Na jego ustach znów wymalował się dziki uśmiech. Wykonał szybki ruch dłonią, jego miecz zatańczył w powietrzu, a potem chwycił go oburącz i wycelował ostrze w jej twarz.

Harper podniosła się niespiesznie, śledzona wzrokiem przeciwnika. Gdy stanęła na wprost nie znanej jej postaci, znajdowała się już po łydki w wodzie. Nawet jeśli przeżyje walkę w zwarciu, zabraknie jej punktów na powrót do Bezczasu.

– Nie jesteś czarodziejem – oceniła. – Mag zamieniłby taflę w czar paraliżujący albo coś gorszego. – O tych gorszych czarach wolała teraz nie myśleć.

– Klinga wystarczy, żeby cię obezwładnić, lecz zanim to zrobię, powiesz mi, jak trafiłaś do jaskini z takim ekwipunkiem i jak ominęłaś strażnika? – ponowił pytanie, na które nie potrafiła udzielić sensownej odpowiedzi.

Z oddali dobiegł ich uszu głęboki rumor jakby nagle pękł ogromnych rozmiarów szklany młot. Zmusił wojownika, żeby się odwrócił.

Przez grotę przetoczyło się echo grzmotu, na moment wprawiając ją w drżenie. Kilka stalaktytów zakołysało się na sklepieniu i runęło do rozlewiska, na szczęście omijając ich głowy. Spadające szpikulce utworzyły na powierzchni lustra wody kolejne eliptyczne kształty, które wydłużały się i kilka metrów dalej znikały w mroku. Dostrzegała brzegi ścian, od których odbijały się z pluskiem oraz utworzone przez nie nowe kształty, powstałe wskutek interferencji powracających fal.

Trickster patrzył w głąb labiryntu przez kilka sekund jakby mrok nie stanowił przeszkody dla jego wzroku. Wtem zachwiał się i spojrzał na nią przez ramię. Tak jak ona, wyczuł, że kamienne podłoże powoli się zmieniało. Woda zaczęła raptownie opadać, znalazłszy ujście w skalnych rozpadlinach, utworzonych przez rozstępujące się skały.

Sięgnął do plecaka. Zamienił miecz Fairlanidów na łuk. Skórzany pas owinął się przy karku, wokół mostka i pod lewym żebrem przeszedł na plecy, za którymi wyrósł potężny kołczan. Miał więcej strzał, niż potrzebował do unicestwienia jej awatara. Szarowłosy złodziej zwinnie napiął łuk.

– To jak? Dogadamy się?! Ujawnisz broń? – rzucił obojętnie.

– Zaufaj instynktowi i pomóż sobie. Wycofaj się! Nie widzisz, że ktoś majstrował przy Źródle? – odparła, wskazując dłonią przepaść, która z każdą sekundą powiększała się tuż obok ich stóp. Patrzyła, jak resztki wody wnikają między bloki skalne, odsłaniając mokrą posadzkę. Pokrywały ją czepliwe kłącza, przypominające korzenie roślin, a kilka metrów dalej zobaczyła drobne przedmioty, które wypadły z jej plecaka.

– Nikt z graczy nie ma takiej mocy, żeby naruszyć barierę ochronną Źródła! A nawet jeśli masz rację, to zgodnie z zasadami wszystkich czeka ten sam los.

– Ja… Ja chyba wiem, co się stało… – wyjąkała. Patrzyła, jak resztki wody wnikają w nowe korytarze labiryntu. Teraz nie będą mogli wrócić tą samą drogą. – I wiem, jak to powstrzymać.

Trickster wzruszył ramionami. Miała już pewność, że nie uwierzył w żadne jej słowo.

– A ja czytam w szklanej kuli. Walcz! Daję ci ostatnią szansę na ocalenie awatara!

– Nie… Powiedziałam, że nie będę z tobą walczyć!

– Trochę poniewczasie, zważywszy na to, gdzie jesteśmy.

Nie odpowiedziała.

Tupnął ciężkim obcasem o grunt, by pozbyć się resztek wody zza cholewy. Otarty felk wydał stłumiony dźwięk. Zrezygnował z impregnacji. Najwyraźniej nie był gadżeciarzem. Nacisnął na klamrę pasa, podtrzymującego kołczan, który w tym samym momencie zniknął wraz ze strzałami i łukiem. Otaczała go dziwna, gęsta aura, spotykana u obłoczników i zaklinaczy dusz, mimo iż nie był czarodziejem.

– Żałuję, że nie możemy dokończyć tej miłej pogawędki, ale na mnie już pora. Sprawdzę, co się tam dzieje. I jeszcze jedno! Nie myśl, że zdołałaś mnie przechytrzyć. Za długo tu jestem, żeby się nabrać. Znam ten typ awatarów. Im cnotliwsze na gridzie, tym podlejsze na feedzie i w realu. Wtedy łatwiej zaakceptować swoje grzeszki, co?! – syknął niskim głosem.

– Przyganiał kocioł garnkowi.

Trickster zmrużył oczy, znów uśmiechając się pod nosem.

– Na razie ci daruję, ale możesz być pewna, że jeszcze się spotkamy! Najszybciej na Uroczysku! – dodał, po czym odwrócił się i ruszył w kierunku, skąd dobiegało słabnące echo ciężkiego huku.

Harper nie odpowiedziała, tylko schyliła się po racę, leżącą obok jej stóp. Obudowa uległa zniszczeniu przy zderzeniu ze ścianą, ale była szansa, że zapalniki jeszcze nie zamokły. Pozbierała resztę swoich rzeczy i wsunęła do plecaka.

 
 
 

Comments


 Copyright  © 2026 Discovery Writing

  • Facebook
  • Instagram
  • X
  • TikTok
bottom of page